Wioska rybacka, którą odkryli surferzy

El Cotillo to dokładnie to, co ludzie mają na myśli, mówiąc, że chcą „prawdziwej Fuerteventury". Mała wioska na północno-zachodnim wybrzeżu, około dwudziestu minut autem od Corralejo, z działającym portem rybackim, paroma setkami stałych mieszkańców i wybrzeżem, które w kilku kilometrach skacze od osłoniętych turkusowych lagun do dzikich atlantyckich break'ów.
Do lat dziewięćdziesiątych była to senna osada rybacka, aż zaczęli przyjeżdżać surferzy. Dziś ma cichy bohemiczny klimat — ośrodki jogi, kawiarnie wegańskie, kilka dobrych restauracji, szkoły surfingu i wynajmowane domki pomalowane w kolory drewna wyrzuconego przez fale. Nie została zalana zabudową. Wioska wciąż jest niska, lokalna i lekko zwiana wiatrem — w najlepszym możliwym sensie.
To nie jest kurort. Nie ma hotelu all-inclusive, nie ma klubu, nie ma chiringuito z głośną elektroniką. Tempo jest wolniejsze. Ludzie chodzą drogą do latarni o zachodzie słońca, jedzą rybę w porcie i wcześnie chodzą spać. Jeśli to brzmi jak twój urlaw, pokochasz to miejsce.









