Dzikie zakończenie wyspy

Jandía to długi półwysep tworzący południową jedną trzecią Fuerteventury. Większość to chroniony park naturalny — około 14 000 hektarów gór, wąwozów i pustego wybrzeża, które wyglądają zupełnie inaczej niż kurorty na północy. Wzdłuż grzbietu biegnie pojedynczy łańcuch poszarpanych szczytów, sięgając niemal 800 metrów na Pico de la Zarza, a pasaty przepływające nad nimi tworzą niemal codziennie po południu dramatyczne czapy chmur.
W sercu półwyspu prawie nie ma zabudowy. Droga na południe od Morro Jable zamienia się w szutrówkę w Puertito de la Cruz, a od tego momentu to tylko żwirowe trakty, samotne latarnie i sporadyczna chatka rybacka. Atlantyckie zachodnie wybrzeże ma Cofete — jedenaście kilometrów dzikiej plaży z jedną tajemniczą rezydencją na zboczu. Wybrzeże wschodnie ma Sotavento — płytką lagunę, która jest gospodarzem Pucharu Świata w windsurfingu.
Większość gości bazuje w utrwalonych kurortach południowych (Morro Jable, Costa Calma, Jandía Playa) i traktuje je jako trampolinę do dziczy. To słuszne podejście. Nie chcesz właściwie nocować w parku naturalnym — chcesz wyjeżdżać tam na dzień i wracać po zimne piwo i wygodne łóżko.













